Podobno drzewo wydaje tylko jedne owoce, smaczne i zdrowe albo marne i cierpkie płonki.
Mityczne drzewo narodów zasadzone w pustynnym piasku po wielokroć stawiało czoła gorącemu słońcu, suszy i wiatrowi. Uchroniło się przed drapieżnikami i szkodnikami, z roku na rok powiększało swoją koronę. Twarda, jak skała kora stawała się ciemniejsza, zadrapania i sęki uszlachetniały roślinę. Nadszedł w końcu moment, który zdarza się tylko raz na milion lat, gdy mityczne drzewo zakwita.
Sclavinia i Trizondal, mimo że osadzone na wspólnym pniu znacząco się od siebie różnią. Jedna strona charakteryzuje się malutkimi owocami, naszpikowanymi pestkami ksenofobii i agresji, druga to wielkie i puste owoce tolerancji i wolności słowa. Dwie różne wizje świata i różne aspiracje doprowadziły do upadku korzenia wspólnych wartości. Przegnił on od nadmiaru słodkich słówek i wzajemnej, ukrytej niechęci.
Mimo, że owoce leżą po dwóch stronach uschniętego kikuta, walka trwa w najlepsze. Wzajemne oszczerstwa nie mają końca:
Trizondal
Ta pustka otoczona jest wielkim i grubym pancerzem. Kraj uważający się za lepszy, za hegemona w regionie. Krzyczący swoją sztuczną aktywnością, plastikowa atrapa życia, nie pozwala, by pojawiło się, jakiekolwiek krytyczne spojrzenie w jego stronę. Pozorna tolerancja i kosmopolityzm najeżona jest mnóstwem kolców. Bezbarwny król ustępuje miejsca szalonemu premierowi. Myśl o wielkim Trizondalu zastępuje każde inne, sztuczne brygady pracy zalewają ulice, pokrywając czerwonym kobiercem wielokolorową rzeczywistość. Plutony każące za odmienne zdania o kraju panoszą się poza granicami kraju. Docierają do Sarmacji, Federacji Al Rajn. Tępią bezlitośnie odmieńców, rzucają bluzgami z maszynowych karabinów. Tłuką kościec wyzwiskami.
Sclavinia
Świeża, zrodzona w duchu wolności i euforii, ustąpiła z czasem miejsca, zeschniętej, pomarszczonej i nafaszerowanej pestkami jagodzie. Niespełnione ambicje o zdobyciu tytuły największej dyni, odczuwalne są wszędzie. Rynsztokami leje się zazdrość i bark zrozumienia, powietrze pachnie klęską, fermentem we własnym soku złości. Skrajne poglądy utrudniają oddychanie. Kwas wylewający się z dojrzałych owoców zmienił swobody republikańskie w dyktat najsurowszej jagody.
Sok
Istnieje mnóstwo wad i negatywnych zachowań po jednej i drugiej stronie. Trizonda i Slcavinia są po równi obarczeni obecną sytuacją. Nic nie robi się, by załagodzić konflikt, a obu stronom powinno na tym zależeć. Te niedojrzałe twory chorej wyobraźni nie potrafią rozstać się na dobre. Prowokują sztuczne problemy, wszczynają na salonach rozmowy, które mają skompromitować wroga. Tworzą nowe nitki relacji, które wiążą je ze sobą, bo tak naprawdę nie chcą skończyć ze swoją symbiozą. Naruszona latem równowaga w mikroświatowym ekosystemie jeszcze długo będzie straszy Kostuchą. Miecz kata zawisnąć może równie szybko nad Trizondalem i Sclavinią, bo przecież jest tyle wspólnych “cech narodowych”