Między ciszą a ciszą

Trizondal. Królestwo. Przedziwny twór. Niby cytateda monarchistów, która od niepamiętnych czasów stoi niewzruszona, królując nad równinami i depresjami czerwonych. Z drugiej strony podziemne tunele upchane są republikańskim duchem, spadkiem do świetnej RSiT. Nieudany twór alchemika, albo co gorsza strzyga młodego nekromanty. Tak wygląda sławetne KT.

„Dobrze”

Zapewne 3/4 czytelników już wie, że ten artykuł będzie krytyczny. Może.

Użyjmy lupy.

Trizondal cierpi na niedostatek młodej krwi. Krwiobieg pełen jest starych skrzepów pokroju Sokołowicza, cholesterolu pokroju Trydenckiego i nieraz oczyszczających erytrocytów pokroju Landsbergenów. Pomniejsze mikroelementy pławią się bezwiednie.

Jedni krzyczą. Potrzeba nam nowych, więcej nowych. Niech tętnice zaczną tętnić, a serce walić jak dzwon.

Drudzy krzyczą. Zamknijmy się na nowych. Dobrze nam jest, tak jak jest. Znamy się doskonale, dobrze, gorzej. Wiemy czego się można spodziewać.

Prawda jest taka, że nie potrzeba nam wurstobywateli. Potrzeba nam światłych mędrców, którzy swą naiwnością odpowiedzą na pytanie: „Quo vadis?”. Nie zawsze muszą to być niewinne i czyste istoty ze świata przedinternetowego. Mogą to być już staruszkowie, którzy dostatecznie mocno ukorzenili się w tej ciężkiej ziemi.

Inaczej wymrzemy, jak dinozaury. Na niebie widać już zbliżającą się asteroidę.

„I nic”

Jesteśmy za słabi. Stanowczo. Nie umiemy oprzeć się podmuchom arktycznego wiatru. Sięgamy za każdym razem dna. Nie potrafimy żyć w pojedynkę. Mimo posiadanych różnych poglądów, zielonych, niebieskich, czerwonych i czarnych, nie umiemy walczyć na arenie politycznej. Górę bierze strach przed wyrządzeniem bolesnej i jątrzącej się rany. Przecież znamy się wszyscy.

Sposób jest. Ekstrawagancki. Unia.

Nie, nie, nie. Nie musi to być wchłonięcie dotychczas suwerennego państwa. Unia państw. Sojusz. Pakt. Porozumienie. Znajdźmy grupę dwóch, trzech, ośmiu państw, które mają takie same cele, podstawy i problemy. Zjednoczmy siły w ramach wspólnego związku. Pomagajmy, by tą pomoc otrzymać.

„Tylko fotografia”

Trwamy od ciszy do ciszy. Od ciszy offtopwej, gdy z naszych ust toczy się spam, trucizna i pozwy sądowe. Do ciszy, dźwięczącej, niemiłosiernej, trupiobladej, zupełnej pustki.

Nie pozwólmy, by z Trizondalu została tylko fotografia. To jest, to jest bardzo mało.

(-) ATP.

2 komentarzy

Filed under Uncategorized

Drzewo

Podobno drzewo wydaje tylko jedne owoce, smaczne i zdrowe albo marne i cierpkie płonki.

Mityczne drzewo narodów zasadzone w pustynnym piasku po wielokroć stawiało czoła gorącemu słońcu, suszy i wiatrowi. Uchroniło się przed drapieżnikami i szkodnikami, z roku na rok powiększało swoją koronę. Twarda, jak skała kora stawała się ciemniejsza, zadrapania i sęki uszlachetniały roślinę. Nadszedł w końcu moment, który zdarza się tylko raz na milion lat, gdy mityczne drzewo zakwita.

Sclavinia i Trizondal, mimo że osadzone na wspólnym pniu znacząco się od siebie różnią. Jedna strona charakteryzuje się malutkimi owocami, naszpikowanymi pestkami ksenofobii i agresji, druga to wielkie i puste owoce tolerancji i wolności słowa. Dwie różne wizje świata i różne aspiracje doprowadziły do upadku korzenia wspólnych wartości. Przegnił on od nadmiaru słodkich słówek i wzajemnej, ukrytej niechęci.

Mimo, że owoce leżą po dwóch stronach uschniętego kikuta, walka trwa w najlepsze. Wzajemne oszczerstwa nie mają końca:

 

Trizondal

Ta pustka otoczona jest wielkim i grubym pancerzem. Kraj uważający się za lepszy, za hegemona w regionie. Krzyczący swoją sztuczną aktywnością, plastikowa atrapa życia, nie pozwala, by pojawiło się, jakiekolwiek krytyczne spojrzenie w jego stronę. Pozorna tolerancja i kosmopolityzm najeżona jest mnóstwem kolców. Bezbarwny król ustępuje miejsca szalonemu premierowi. Myśl o wielkim Trizondalu zastępuje każde inne, sztuczne brygady pracy zalewają ulice, pokrywając czerwonym kobiercem wielokolorową rzeczywistość. Plutony każące za odmienne zdania o kraju panoszą się poza granicami kraju. Docierają do Sarmacji, Federacji Al Rajn. Tępią bezlitośnie odmieńców, rzucają bluzgami z maszynowych karabinów. Tłuką kościec wyzwiskami.

Sclavinia

Świeża, zrodzona w duchu wolności i euforii, ustąpiła z czasem miejsca, zeschniętej, pomarszczonej i nafaszerowanej pestkami  jagodzie. Niespełnione ambicje o zdobyciu tytuły największej dyni, odczuwalne są wszędzie. Rynsztokami leje się zazdrość i bark zrozumienia, powietrze pachnie klęską, fermentem we własnym soku złości. Skrajne poglądy utrudniają oddychanie. Kwas wylewający się z dojrzałych owoców zmienił swobody republikańskie w dyktat najsurowszej jagody.

Sok

Istnieje mnóstwo wad i negatywnych zachowań po jednej i drugiej stronie. Trizonda i Slcavinia są po równi obarczeni obecną sytuacją. Nic nie robi się, by załagodzić konflikt, a obu stronom powinno na tym zależeć. Te niedojrzałe twory chorej wyobraźni nie potrafią rozstać się na dobre. Prowokują sztuczne problemy, wszczynają na salonach rozmowy, które mają skompromitować wroga.  Tworzą nowe nitki relacji, które wiążą je ze sobą, bo tak naprawdę nie chcą skończyć ze swoją symbiozą. Naruszona latem równowaga w mikroświatowym ekosystemie jeszcze długo będzie straszy Kostuchą. Miecz kata zawisnąć może równie szybko nad Trizondalem i Sclavinią, bo przecież jest tyle wspólnych „cech narodowych”

Dodaj komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała

Hej, poczęstuję Cię dziś rozgoryczniem*

Nic dawno pisane nie było, a więc zasiądźcie wygodnie, wyłóżcie się na moich kozetkach. Zaraz włączę relaksującą muzykę, która pozwoli Wam przetrwać te cieżkie chwile w Waszym życiu:

Postanowiłem dziś z samego ranka zajrzeć na stronę „Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondlau”. Nie ma aktywności zbyt wielkiej, ale tak, tak pamiętam, że panuje wszem i wobec krwiożerczy kryzys, który zabrania udzielania się na forum. Więc największy ukłon w stronę np. Siedmiogrodu i innych państw, które odważyły się powstać w tej czarnej dziurze obecnych lat. Wróćmy jednakże do rzeczy głównej.

Wiadomo nie od dziś, że Kolegium Wykonawcze nierządem stoi, samo zjada kiełbasę wyborczą, miast rzucać nią w bogobojnych ludzi, którzy pokornie klękną przed władzą najwyższą. No nic, otworzyłem sobie dział w Zgromadzeniu Powszechnym, żeby jakieś perełki znaleźć, a tam nad zmianą ustroju [ min. utworzenie Kolegium Wykonawczego] również Pan Sokołowicz Marcin, dawny Komosiński, a dawniejszy Marcin I i VBóg wie kto jeszcze.

„Guru w szaliku z piór*” – Marcin Sokołowicz.

Jak wspominaliśmy wyżej Towarzysz Sokołowicz popierał reformy ustrojowe, zgadzał się z ich treścią, więc śmiało można z tego wnioskować, że uznał wcześniejszy system za błędny. Dołożył więc swoją cegiełkę w budowaniu ustroju słomy i siana, gdzie wszyscy zmierzają, pijani po wiejskiej potańcówce. Tańczył i sam Towarzysz Sokołowicz. Wytańczył sobie ciepłą posadkę MSZ. Nie omieszkam wspomnieć, ze wtedy nawiązaliśmy szalenie ważne traktaty zagraniczne, min. traktat z tak nienawidzoną w RSiT Suremnią.

Przesuńmy się dalej. Towarzysz Sokołowicz nie wywiązał się ze swoich obowiązków, a dokładniej je zaniedbał. Akt prawny głosi, że minister specjalny musi składać co pewien okres czasu raport ze swoich dokonań, czego w/w persona nie zrobiła dwa razy. Jakże wielkie rozgoryczenie trawiło eksKomosińskiego. Przecież, jako jedyna osoba potrafi tak idealnie układać popychadło – RSiT – na planszy Pollinu.

Ślepy los znów zadrwił z kraju zdechłych jednorożców i padniętych gwiazd, i orłów ze skręconymi głowami. Towarzysz Sokołowicz dostał do swej łapy najważniejszy urząd w państwie, został członkiem kolegium Wykonawczego, gdzie nadal pozostaje dumnym posągiem Aresa. Muszę nadmienić, że jest nadzwyczaj zapracowany, stawia sobie pomnik, mówi o potrzebie kolejnych zmian ustrojowych, kilka sobie po forach, pisze o ciężkiej doli chłopa na roli w krzykpudle. W ogóle jego cytaty są bardzo ciekawe, spójrzmy:

Ja się już tym nie zajmę. Przepisy towarzysza Marcela pozbawiły mnie funkcji ministra dyplomacji. - umierający brzytwy się chwyta,

Widzisz, Goebbels też mówił, że to naród niemiecki sam wybrał sobie taki los - jak widać nawet mikronacje mają swojego Goebbelsa, a konkretniej Hansa,

Chodzi mi o nawiązanie stosunków dyplomatycznych z tym „czymś”. Z jakim przystajesz takim się stajesz, więc wychodzi na to, że zależy nam na regresie do poziomu Siedmiogrodu. - fakt, przecież choćby Skarland, czy Francja ma zapewne milion razy więcej obywateli,

To tylko trzy cytaty, ale jest ich więcej, w celu zachęcenia do odwiedzania RSiT i zabawy w ciuciubabkę ze słowami „Sokoła ft Potoka”, oto adres:  http://forum.rsit.com.pl/index.php

Zapomniałem również powiedzieć, ze Sokołowicz nie odróżnia Jana Potockiego od Krzysztofa Polanda.

* Cytaty z „Piersi ćwierć” HEY.

11 komentarzy

Filed under Głową w mur, Prześmiewcy, Za burtę z nim!

Nowa konstytucja!

Dnia dzisiejszego Kolegium Książęce przyjęło nową Konstytucję!

Rozdział I – Rzeczpospolita.

1. Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu jest poddańczym i wasalnym państwem Księstwa Sarmacji.

2.” Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu” i „Krnąbrna latorośl Sarmacji” to nazwy równoznaczne i równoważne.

3. Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu utożsamiana jest w osobie Księcia Sarmacji.

4. Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu posiada jedną stolicę – Grodzisk,

5. Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu posiada wojsko chłopskie, które wyrzeka się pokoju.

Rozdział II – Podział władz.

1. Rzeczpospolita Slavinii i Trizondlau wyrzeka się trójpodziału władz.

2. W Krnąbrnej latorośli Sarmacji władzę ustawodawczą dzierży Zgromadzenie Leniwców,

3. W Krnąbrnej latorośli Sarmacji władzę wykonawczą pełni Wielki Nudziarz,

4. W Krnąbrnej latorośli Sarmacji władze sądowniczą sprawuje Ślepy Temidarjusz.

Rozdział III  – Ustrój.

1. W Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu panuje segregacja rasowa i religijna.

2. Pozycję dominującą posiada Kościół Wielkiej Pszczoły i Leniwców.

3. Segregacji dokonuje Kółko Wzajemnej Adoracji Leniwców.

Rozdział IV – Przepisy Końcowe.

1. Resztę spraw regulują ustawy konstytucyjne.

Dodaj komentarz

Filed under Prześmiewcy

Śmiejemy się z RSiT.

W założeniu tekst ma pokazać niedogodności naszego życia w zatęchłym rejonie vświata, brud i ubóstwo naszego podwórka i zadżumione dzieci bawiące się na nim.

Niedogodności naszego życia,

Nie ma co mówić, na forum znów panuje nuda, leją się flaki z olejem, nikt nie ma pomysłu na tamowanie krwi cieknącej z tętnicy. Wykrwawiamy się, jak nic. Coraz mnie postów z dnia na dzień, coraz mniej osób się loguje, wszystko dokonuje się w układzie. Jak atomy krążą te same osoby, tylko po to, żeby powiedzieć, że jest ładna pogoda, albo kochany Reksio zawinął sobie uszko. Zapraszamy od czasu do czasu zagranicznych gości tylko po to, by poczęstować ich kawą i utwierdzić ich w przekonaniu, że jesteśmy groteską państwa. Małpujemy wszystko co się da, chcemy stać się potęgą, Chrystusem małych nacji, gdy się ich brzydzimy, boimy się ich pierwszego krzyku życia. Jesteśmy, jak dystyngowana kobieta z pudelkiem, która wyprzedaje swoje srebra rodowe, po ty by kupić kolejny płaszcz, w którym będzie wyglądać inaczej. Nie dana jest nam stabilność linoskoczka.
Istnieje jednak druga strona medalu. Lubimy cierpieć, wbijać sobie kolejne igły, by móc potem płakać i szukać winnych. Trawmy w tym sadomasochizmie znajdujemy istną jaskinię rozkoszy, której winna jest prawica, a którą lewica stara się naprawić. Uwielbiamy być ofermą, bo i tak wszystkiemu winna jest Sarmacja.

W zatęchłym rejonie vświata,

W tajemniczym danse macabre wraz z nami maszerują inne państwa, Austro-Węgry, Tyrencja i jakieś rozbitki RONem, Nordią, Francją zwane. Trzymamy się za naszcze szczuplutkie rączki i machamy nóżkami zgrabnemi, bo wypada się śmiać. Od dwóch lat słyszę jeden i ten sam slogan: „Jest kryzys!”, wszyscy go widzą, ale nie wiedzą czym jest. Toczy nas ta choroba, a my nie umiemy sobie z nią poradzić. Ciekawe, gdzie są te wszystkie mądre głowy, wieszczowie, szralatani i uzdrowiciele. Nie ma ich, nie widzicie? Pewnie zbiegli wraz z wędrówką niezaprawionych w boju plebejuszy, albo ulegli „kryzysowni”. Boją się kryzysu, boją się nieznanego, a przecież nie tak dawno nawoływali do dotykania, lizania i zaciągania się każdą nowością.

Brud i ubóstwo naszego podwórka i

Mam coraz to nowe wrażenia, jesteśmy słoikiem zakiszonych ogórów. Nie małych, zgrabnych i smakowitych ogóreczków, ale wielkimi, białymi ogórami z mnóstwem obrzydliwych pestek. Niesmaczni dla siebie, a co dopiero dla innych. Nie sprawdza się system naszego kisu, więc proponujemy nowy, nowe ziółka, chcemy ogórkowego króla. Mamy do wyboru dwa pierwsze z brzegu, wrzeszczące niemym krzykiem o dzielących je różnicach, pokazujące dłonią bez palców na wady drugiego. Opluwające się z wyimaginowanych ust kwasem solnym, próbujące zedrzeć z siebie nawzajem resztki przyzwoitości. Nie udaje im się to, zapomniali, że tylko jeden z nich ma zwoje neuronów i stoi przed lustrem patrząc się na siebie. Na swoje nieciekawe i monotonne odbicie, powtarzając notorycznie „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, nie pojmując groteski swojej, a właściwie ich sytuacji. Ogórki.

Dzieci bawiące się na nim.

Jesteśmy bezdomnymi, którzy nie mają co robić, szlajamy się po dworcach, gramy w kulki i kapsle. Zbieramy żetony z chipsów i żujemy Mambę, nie zdając sobie sprawy z dramatyczności sytuacji. Codziennie wspinamy się po górach spamu, łamiemy sobie na nich nogi i nadgarstki. Często oglądamy te góry przez lornetkę, ale nich ich nie jest w stanie ogarnąć wzrokiem, bo ciągną się tam, za horyzont, aż do przepastnego morza, na którym pływa wolna Meduza ze swoim nibykapitanem. Tam jest prawdziwa-liberalno-socjalistyczna wolność.

(-) Ezechiel Samozwaniec

3 komentarzy

Filed under Głową w mur, Prześmiewcy, Płynie Meduza płynie przez…, Taniec z władcami, Za burtę z nim!

Za miedzą

Każdy orze, jak może, bronuje, sadzi i plewi również. Zakładamy tak często na swoje struchlałe krzyże, strzykające ramiona różnorakie narzędzia. Podążamy na swoje malutkie poletka wraz ze wschodem słońca, by poświęcić się oczyszczającej pracy. Jesteśmy na tym skrawku ziemi zupełnie sam. Odgrodzeni od innych grubą ścianą, często wypuszczamy do siebie znaki dymne, a to tylko po to, by wieczorem razem zakończyć ten masochistyczny obrzęd i ruszyć w wolność. Wdychamy ją całą piersią, unosimy się na jej prądach, czujemy jej ciepłe muskanie. Jest na wiele, mnóstwo, jesteśmy różni, ale mamy zmysł stadny, czujemy się wieloczłonowym organizmem, amebą z mnóstwem ramion.

A tymczasem za miedzą dzieje się zupełnie coś innego. Wielkie latyfundia, które powstały po krwawym wyszarpywaniu ziemi drobnym rolnikom upadają. Pompa propagandy, która zalewała wszystkich kolorami radości, tęczowym uśmiechem, cukierkami pękła, popsuła się. Ten donośny huk nadal jest słyszalny, magicznie zatrzymał się w powietrzu, łącząc się z nim w proporcjach idealnych, ułamkowych. Nawet słońce wyblakło pod wrażeniem tych wydarzeń, nadciągające wojska apokalipsy, bezwzględne i niszczycielskie szarżują tam, wszystko jest toczone przez szarańczę. Powód jest tylko jeden, stado bez głowy na wielkim latyfundium nic jest nie warte, jest ślepe, zagubione i zabłąkane. A pomoc niemożliwa jest…

4 komentarzy

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Poczytaj mi jeszcze

Procesja

Nie ma nic gorszego niż bezczynność i obojętność, nawet kłótnie dostarczają mnóstwa emocji i rozrywki, która jest bardzo ważnym elementem polskiego mikroświata i mikroświata w ogóle. Teza skądinąd nie jest odkrywcza, powstało na ten temat mnóstwo publikacji, ale ja dołożę swoją cegiełkę. Oscylować ona będzie wokół gmachu próżności, kompleksów i trumny Pollinu.

Adnotacja numerem pierwszym (1) oznaczona, czyli
„Gmach próżności”

W każdej gazecie, telewizji, biuletynie widnieje smutny obraz człowieka obdartego z szat, swojej inteligencji i innowacyjnego rozumienia. Wyciąga on drżącą dłoń do każdego obywatela z osobna i każdego państwa, żebrząc o pomoc, krztę jałmużny. Jego zapadnięte oczy zaszły już mgłą znudzenia, a wśród innych panuje błoga cisza, by nie zakłócić spokojnego zgonu i pozwolić duszy odejść spokoju do wirtualnych galaktyk. Obojętność obserwatorów to idealne miejsce do dalszego rozprzestrzeniania się choroby, która zapędzi do grobu kolejnych. Wszyscy zostaną pogrzebani w budynku wprost monumentalnym – gmachu próżności.
Cóż poradzić na to, skoro każdy zamyka się we własnym domku i zza okienka wygląda śmierci innych, odmawiając pomocy, a nie zważa na dżumę toczącą własny organizm. Gniją powoli kończyny, gnije kultura, siły obronne, a nawet usta zaczynają gnić. Panuje tylko błoga cisza, która zaprasza radośnie do Gmachu Próżności.

Adnotacja numerem drugim (2) oznaczona, czyli
„Kompleks”

Wszystko powinno zmieniać się mimo wszystko, na przekór wszystkiemu. Ale nie u Nas, nie na naszym dancingu. Taneczni osiemnastolatkowie, żarłoczni szesnastolatkowie, przepoczwarzają się w otyłych, gnuśnych, ciężarnych opasów, skaczących z nogi na nogę. Myśląc przy tym, że są królami parkietów, wodzirejowie imprezy, niegdyś rześcy i młodzi, z imprezowymi czapeczkami na głowach, zmienili się w struchlałych starców z ukoronowanymi koronami cierniowymi skroniami, z których broczy krew. Niezdolni do samopomocy, nie mówiąc o samoobronie, wydają łabędzi śpiew z swoich wnętrzności, próbując przykryć swój strach strojeniem piór.
Więc, bal trwa, połkościtrupy tańczą w ferworze, nie zważając na swoje zacofanie muzyczne, zacofanie taneczne, panikę przed nowym. Tak trwa ten danse macabre w nieskończoność, makabra bojaźni i taniec wstydu przed innymi, prowadząc czarną procesję.


Adnotacja trzecim numerem oznaczona (3), czyli
„Hebanowa trumna”

Heban, drzewo szlachetne, święte, wyłącznie dla najbogatszych. Jego trwanie jest niespisanie długie, idealnie przechowuje to co ma w swoim wnętrzu. Cztery proste hebanowe dechy ukrywają małą urenkę, a w niej kości i prochy Pollinu. Po jakże sądnym dniu, kiedy wszyscy w tanecznym uniesieniu pomarli na zawał serca, zostali wtłoczeni do prostej konstrukcji. Pewnie teraz się przewracają w swoim grobie, z powodu niewygody i wszechobecnych drzazg, wbijających się w ciało.
Żalu nie ma, przecież kolejnych wychudzonych żebraków jest więcej, powstaną nowi, nie uchroni od tego złoty tron, czy lekkie pióro, które stroszone jest na potęgę. Wszyscy w końcu odejdziemy z tego malowanego raju zwanego Pollinem, niczego zabierając do swojej hebanowej trumienki, bo wszyscy jesteśmy tutaj tacy sami. Próżni.

1 komentarz

Filed under Poczytaj mi jeszcze, Płynie Meduza płynie przez…

Paręsłówek znów

Rozsiewając wokół mnie flegmatyczną i iście angielską aurę, zakładam powoli okulary, by odwiedzić odświętnie forum polskich mikronacji. Klik, klik i widzę o to Księstwo Hibijost, a jako wirtualny włóczykij mam zamiar odwiedzić to państewko.

Szałowego newsa z linkiem do Księstwa umieścił na forum Franciszek Józef II, do chóru dołącza Adam Kieżgajło – Ligocki, tytułowy „Paręsłówek”, ten zaprawiony w boju mikronacyjnym, obywatel skrytykowanej przez cały vświat Ligocji, ubrawszy najdoskonalszą zbroję płytową oraz szyszak, obszyty pierzem orła z herbu rozpoczyna dziki atak na Hibijost:

Ktoś w końcu musiał przebić Parlandię.

Czym jest Parlandia wie chyba każdy. Ziszczenie odwiecznych marzeń trolli o własnym jestestwie w Internecie, ten wyśmiewany kraik osiągnął ogromny sukces, mimo niskiego poziomu każdy go rozpoznaje, a co z taką Bergią Grenbeck’a?  Państwo na szczytowym poziomie technologicznym z kilkoma postami sprzed miesiąca.

I te dzieci (Parlandczycy) chcą abyśmy dali im miejsce na mapie v-świata.

Znów Ligocki. Przypomnę tylko, że sam krzyczał niedawno o świętym prawie Ligocji na mapie Pollinu. Nie widzę różnicy między Ligocją, Parlandią, czy Hibocośtam. Choć nie, Ligocja i Hibocośtam to najwięksi amatorzy, w niczym nie zaprawieni, nieociosane wapienne bloki porozrzucane w nieładzie w warsztacie. Z jednej maści i koloru, siebie warte, lub nie warte niczego, sprzężone rozrzutniki obornika na pola w Hibocośtam. Niedojrzałe, śmierdzące sery szwajcarskie.

A ty trollku?
Ligocki, drogi Paręsłówku, jesteś prochem i niczem przed Drewienka obliczem.

1 komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Głową w mur

Tere fere

Jako, że jestem na urlopie od RSiT postanowiłem trochę napisać do muzy Meduzy. Tematami tej idiotycznej do szpiku kości, będą:

a. Ligocja,

b. Al Rajn,

c. vpogrzeby.

Zasiądę więc za katedrą, bym dostojniej wyglądał. Wykład rozpoczynam, w eterze cisza.

Ad. a. LIGOCJA

Wcale podoba mi się ta nacja, wcale coś ze sobą może reprezentować i wcale lubię tam bywać. Powinienem powiedzieć, że lubiłem. Dlaczego to pewnie wiecie, nie ma Ligocji, a jest Tyrencja. Państwo zapatrzone w Rzym antyczny, kłamią, że nim są, nie mają tak na serio nic wspólnego ze starożytnością poza kilkoma nazwami. A Ligocja? No cóż, każdy orze jak może, a Ligocję zaorali.

Ad. b. AL RAJN

- masz kurwa nie pisac o Al Rajn

- dostaniesz bana

Domyślacie się kto to stwierdził? Domyślacie się dlaczego Meduzę usunęli z Kiosku?

Ad. c. VPOGRZEBY

Proponuję jeszcze powystawiać krzyże, smocze głowy, zedrzeć skalpy z psów bisurmańskich i rozpocząć stypy na czatach i IRCACH.

Koniec tego dziadowego wydania, które nic nie wnosi, jest do bani i chamskie.

PS: Ivette, teraz możesz się czepiać. Pzdr.

Dodaj komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała

Dajmy szansę.

Dnia wczorajszego, tego i tego o tej i o tej godzinie Rotria zyskała nowego Patriarchę. Nie ma co ukrywać, że Pius II włożył mnóstwo pracy w odbudowę Rotrii, energia zaprocentowała, dziś PKR to nie to samo małe państewko, które było popychadłem i pośmiewiskiem całego vświata. Dzisiejsze PKR to państwo dość stabilne i prosperujące.

Przejdźmy jednak po tym wychwalaniu do meritum. Nowym Patriarchą został Celestyn I, nieważne jakie imię przybierze, wiedzcie że jest nim von Liechtenstein. Ten samo, który jest sarmackim ministrem SZ , byłym Prokuratorem Generalnym. Meduza dowiedziała się, że tiara nie będzie Michałowi przeszkadzała w wykonywaniu pracy MSZ.

Więc władcę PKR jest Sarmata, który „wypracowuje atrakcyjne kompromisy”, jak sam się określił na forum RSiT. Oceniając jednak obiektywnie, należy stwierdzić, że Liechtenstein jest osobą, o której względy zabiegają różne nacje. Lichtenstein wybrał jednak Rotrię. Przypomnijmy, że Rotria kiedyś zawiązywała bliski sojusz z Elderlandem. Jednak tamto małżeństwo zaczęło się burzliwym ślubem i weselem, a skończyło się „hucznym” rozwodem i problemami informatycznymi. Trzeba dodać, że wyglądało nico inaczej od obecnego związku z Sarmacją. Przeto należy się zastanowić, czy KS szuka dodatkowej prowincji po utracie RSiT,a  może to PKR szuka oparcia w silnej partnerce?

Bądź co bądź, ale już widzę jak kręgom dworskim w Al Rajn eksplodują głowy z zazdrości.

Trzeba powiedzieć jedno: Dajmy szanse Celkowi i Rotrii.

PS: Pamiętacie opowieści o kalmarze?

1 komentarz

Filed under Poczytaj mi jeszcze, Płynie Meduza płynie przez…